Blog hazardowy » 'October 2009' - archiwa


Hazard pomiędzy polakami

Rządowe plany delegalizacji automatów o niskich wygranych i salonów gier oraz zapowiedź ścigania hazardu internetowego, spotkały się z zaledwie umiarkowanym poparciem Polaków, informuje “Puls Biznesu”.

Na zlecenie tej gazety firma badawcza IQS zadała 500 Polakom pytanie: “Czy popierasz plany rządu Donalda Tuska zakładające delegalizację istotnej części rynku hazardu w Polsce? Wyniki są niejednoznaczne. Blisko jedna czwarta badanych nie ma w tej sprawie zdania, a choć pomysł koalicji PO – PSL ma więcej zwolenników (42 proc.) niż przeciwników (34 proc.), to różnica między nimi jest jednak niewielka.

Na poparcie więcej niż co drugiego respondenta rząd może liczyć w miastach dużych (200-500 tys. mieszkańców) – 55 proc. i największych (powyżej 500 tys.) – 57 proc. Tam też ma najmniej przeciwników: odpowiednio 25 i 19 proc.

Znacząco więcej zwolenników niż przeciwników pomysł rządu ma też wśród osób najstarszych, powyżej 55 lat (46 do 26 proc.) i tych z wykształceniem podstawowym i zasadniczym (41 do 31 proc.).

Na przeciwnym biegunie są mieszkańcy miast małych i średnich. W większości sprzeciwiają się delegalizacji hazardu. Z kolei wśród ludzi z wyższym wykształceniem, a także wśród osób młodych panuje równowaga. Na każdych 10 osób cztery są za, tyleż samo przeciw, a dwie nie mają zdania.

Hazard w Sieci nie zniknie!

DZIENNIK. Komenda Główna Policji kwestionuje plan Donalda Tuska. Według policjantów, nie da się skutecznie wyplenić hazardu z internetu. A szef rządu zapowiedział, że do końca roku powstanie ustawa, która zakaże m.in. hazardu w sieci. Teraz okazuje się, że to nie taka prosta sprawa, jak mówił.

Komenda Główna Policji w stanowisku do założeń nowej ustawy hazardowej ostrzega premiera Donalda Tuska, że nie da się skutecznie zakazać hazardu w internecie. Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski przyznaje, że stanowisko już powstało. Wczoraj z policjantami i przedstawicielami służb rozmawiał m.in o tym sekretarz Kolegium ds. Służb Jacek Cichocki.

Policjanci, którzy od lat zajmują się cyberprzestępczością, twierdzą, że lepszym rozwiązaniem jest stworzenie prawnych ram funkcjonowania e-hazardu w Polsce. “Nie da się zablokować ani monitorować wszystkich stron, które oferują ruletkę. To będzie martwy przepis” – uważa oficer. Taka opinia stoi w sprzeczności z deklaracją, jaką we wtorek wygłosił premier Donald Tusk, zapowiadając rozprawę z hazardem, w tym internetowym. [...]

czytaj dalej na Dziennik.pl

Malta wspiera e-hazard

Minister finansów Malty, Tonio Fenech, przedstawił ostatnio dane finansowe dotyczące wpływów do publicznej kasy z opodatkowania hazardu internetowego. Władze wyspy przekonują, że zapewnienie rozwoju branży e-hazardowej jest jednym z priorytetów budżetu na przyszły rok.

Wypowiadając się na jednym ze spotkań z przedstawicielami branży e-hazardowej, Fenech stwierdził, że przez ostatnie pięć lat organ regulujący branżę na wyspie (Lotteries and Gaming Authority) rozpatrzył ponad pięćset aplikacji złożonych przez firmy ubiegające się o licencję e-hazardową. Branża ta zapewnia na Malcie 2,5 tys. miejsc pracy. W zeszłym roku wpływy do budżetu państwa z tej działalności wyniosły 15,6 mln dol., co stanowi 35 proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. – Rząd postrzega to jako wzrost aktywności ekonomicznej, który przynosi naszej gospodarce różnorodne korzyści – stwierdził Fenech. – Władze inwestują szeroko w tą branżę, rozwijając ją i kształtując od piętnastu lat. To główny powód, dla którego Malta odniosła sukces w świecie e-hazardu – dodał.

Maltański minister finansów mówił też o wyzwaniach. Jest nim przede wszystkim umożliwienie większego rozwoju działalności zlokalizowanych na wyspie operatorów tak, by mogli oni skuteczniej konkurować na rynkach na całym świecie. Główna przeszkoda w tym względzie to brak odpowiednich środków finansowych. Nowy budżet państwowy uwzględnia tę kwestię, dlatego firmy e-hazardowe mogą liczyć na odpowiednie wsparcie potrzebne do rozwijania działalność – mówił Fenech. – Fundamentalne cele budżetu na rok 2010: zapewnienie miejsc pracy, rozwój gospodarczy i sprawy socjalne są tak samo ważne jak zapewnienie konkurencyjności i obecności operatorów na międzynarodowych rynkach – przekonywał.

Zakłady w Hiszpanii bez regulacji

Zakłady bukmacherskie online na dobre wpisały się w kontekst społeczno-kulturalny Hiszpanii. Według danych Hiszpańskiego Stowarzyszenia Obstawiających Zakłady Sportowe w Internecie operatorzy zarobili w 2006 r. ponad 400 milionów euro, 600 milionów w 2007 r. i 900 milionów w 2008 r.

Szacuje się, że w tym roku obroty przekroczą miliard euro. Największym powodzeniem cieszy się piłka nożna, która stanowi ¾ wszystkich zakładów. Za nią znalazł się tenis i sporty samochodowe.

Pomimo ewidentnego boomu hazardowego online i dyskusyjnej legalności tej formy rozrywki, zakłady sportowe w Internecie ciągle nie mają w Hiszpanii określającej je regulacji prawnej. Hiszpański rząd już prawie 2 lata temu obiecał opracowanie ustawy hazardowej w tej kwestii. Uregulowanie tego obszaru wydaje się być tym bardziej naglące wziąwszy pod uwagę ostatni wyrok Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z 8 września tego roku, który mówi o tym, że zakłady sportowe to temat kontrowersyjny na polu zarówno kulturowym jak i moralnym, co może powodować różnice między poszczególnymi państwami i w związku z tym wymaga ujednolicenia prawa wspólnotowego w tym zakresie. Dopóki się to nie stanie, prawo poszczególnych państw ma pierwszeństwo w decydowaniu o tym czy coś jest właściwe według jego własnych przekonań.

Wyrok ten ma swoje podłoże w sankcjach nałożonych w Portugalii na Bwin International Ltd (z siedzibą na Gibraltarze, obecnego sponsora Realu Madryt) oraz na portugalską Zawodową Ligę Piłki Nożnej za promocję, organizację i eksploatację zakładów sportowych przez Internet bez licencji udzielonej przez państwo, które przyznało wyłączność w przyznawaniu koncesji Departamentowi Gier Santa Casa de Misericordia w Lizbonie – instytucji charytatywnej przeznaczającej wpływy na cele społeczne.

Bwin i Liga zwrócili się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z wnioskiem o uznanie, że ustawodawstwo portugalskie przyznające Santa Casa de Misericordia monopol na hazard narusza wolne świadczenie usług, które gwarantuje art. 49 Traktatu Unii Europejskiej.

Jednak wbrew kilku poprzednim sprzecznym wyrokom, Trybunał podkreślił, że prawo państwa członkowskiego zakazujące operatorom takim jak Bwin z siedzibą w innych państwach UE oferowania usług internetowych na swoim własnym terytorium nie musi stanowić naruszenia wolnego świadczenia usług wynikającego z art. 49 Traktatu. W szczególności jeśli mamy do czynienia z restrykcjami wprowadzonymi w interesie ogólnym, a prawo wspólnotowe nie jest w tej materii ujednolicone.

W oparciu o te podstawy oraz mając na uwadze, że naglące wspólnotowe ujednolicenie prawa będzie trudne do osiągnięcia zarówno na krótszą i dłuższą metę, Hiszpania powinna się w końcu zmierzyć z opracowaniem ustawodawstwa regulującego działalność zakładów sportowych online.

Baza danych na sprzedaż

Dla wielu byłoby dużym zaskoczeniem, gdyby okazało się, że informacjami o użytkownikach stron oferujących hazard powszechnie handlują pozbawieni skrupułów „sprzedawcy”. Niektóry twierdzą, że taka praktyka ma miejsce od dawna, a sprzedaż inicjują poszczególni pracownicy branży e-hazardowej, którzy mają dostęp do baz danych użytkowników stron.

Sprawę nagłośnił w tym tygodniu Nick Haslem z portalu o hazardzie AustralianGambling.com. Zgodnie z jego informacjami sprzedawane są często pełne dane osobowe graczy zarejestrowanych w kasynach online, poker roomach, stronach bukmacherskich czy oferujących bingo. Bazy danych zawierają adresy, daty urodzenia, adresy mailowe oraz informacje o pieniądzach wpłaconych na konto użytkownika, przegranych i wygranych.

Jak pisze Haslem zainteresowanie nabywaniem baz danych graczy wykazywały przede wszystkim firmy związane z branżą hazardową, jednak nie można przecież wykluczyć, że znaleźli się również kupcy, którzy pozyskane informacje chcieli wykorzystać w bardziej niecnych zamiarach. Wśród sprzedawanych danych znajdują się poza tym informacje o graczach kompulsywnych, do których zapewne kierowane są następnie działania promocyjne innych firm z branży. Nabywcy takich baz danych osobowych często nie znają dokładnego pochodzenia tych informacji.

Niektórzy eksperci branżowi twierdzą, że ta praktyka jest powszechna. Większość sprzedawanych baz danych – czytamy w australijskim portalu – pochodzi od operatorów zlokalizowanych w Europie, a jeśli chodzi o strony z bingo – w Wielkiej Brytanii.

Sprawa stanowi głośny i wyraźny sygnał dla branży e-hazardowej i władz. Należy stworzyć właściwe regulacje, które pomogą zapobiegać tego typu praktykom. Informacje osobowe to obecnie wartościowy towar, ale handel nim – jeśli istotnie ma miejsce – podkopuje fundament hazardu online: zaufanie. Strony hazardowe, które działają uczciwie, zgodnie z zasadami odpowiedzialności społecznej i poddają się wszelkim rygorom stworzonym przez przepisy ucierpią w związku ze sprawą tak samo, jak strony, które pozwoliły na zaistnienie tych praktyk.

Polska bez e-hazardu?

W nowej ustawie hazardowej, której projekt ma powstać w ciągu dwóch tygodni, mają się pojawić narzędzia pozwalające na zwalczanie hazardu w sieci. Obecnie ten segment rynku nie jest ujęty w polskim prawie, ale mimo to szybko się rozwija, zdobywając coraz więcej graczy nad Wisłą.

- Z dyskusji na temat projektów zmian wynika, że nie chcemy w Polsce legalizacji hazardu w Internecie, ale to nie oznacza, że nie należy wprowadzić narzędzi pozwalających egzekwować łamanie prawa. Dziś nie ma takich narzędzi – mówi minister Michał Boni, który zauważa, że tego typu biznes reklamuje się na szeroką skalę.

Minister o szczegółach pomysłu na razie nie wspomniał. Warto jednak zauważyć, że firmy prowadzące polskojęzyczne strony z hazardem są zarejestrowane za granicą. Posiadają stosowne licencje w krajach UE. Trudno będzie na nie wpłynąć, by zamknęły polskojęzyczne witryny, które przecież równie dobrze mogą służyć Polakom mieszkającym za granicą.

Pomysł jest tym bardziej kontrowersyjny, że nowelizacja ma przecież służyć – wedle zapowiedzi polityków – zwiększeniu wpływów z hazardu do budżetu, które zostaną przeznaczone m.in. na sport. Trudno sobie wyobrazić lepsze źródło wzrostu dochodów jak opodatkowanie operatorów online. Warto przy tym dodać, że już teraz wielu z nich przeznacza miliony na wspieranie polskich drużyn. Po wprowadzeniu niekorzystnych dla nich zapisów te pieniądze mogą trafić do innych krajów.
Założenia do nowej ustawy, a także jej projekt mają być gotowe 27 października.

Hazard się opłaca…

… zwłaszcza graczom on-line, którzy w przeciągu 1 dnia potrafią zarobić kilka milionów złotych.

Zamiast wysyłać popularnego „ lotka” za 3 zł, można skorzystać z internetowego kasyna, „obstawić” za 70 groszy i wygrać prawie 4 milionów złotych! Taka historia spotkała 29-letniego mieszkańca Warszawy, który za pomocą serwisu Betway.com 5 października 2009 został milionerem, wygrywając $1,242,561.85.

- „Byłem tak zaskoczony, że zaraz wyłączyłem laptopa. Powiedziałem do narzeczonej, że musi usiąść. Zapytała, czy to coś złego? Z wrażenia na początku źle policzyłem i myślałem, że wygrałem 36 tys. dolarów” – opowiada podekscytowany zwycięzca. Mieszkający w Warszawie 29-letni Radosław, trafił ponad milion dolarów wygranej jedynie po ośmiu miesiącach stażu w Kasynie Betway.com, grając w tzw. Mega Moolah Progressive slot. Jest to obecnie najpopularniejsza gra typu progressive slot, w jednym z największych jackpotów online.

To niezwykle emocjonujący moment w życiu zwycięzcy, który jest zachwycony swoją wygraną, „Zainwestuję! Część w obligacje, a cześć w nieruchomości. A z bieżących potrzeb, to od 3 miesięcy nie kupiłem sobie żadnego ciucha, a teraz przy okazji odebrania nagrody pójdziemy do Harrodsa” – komentuje uradowany Radosław. – „ Zapłacę także za studia swojej dziewczynie i sobie samemu. Mieliśmy w listopadzie wziąć kredyt na auto, ale teraz już nie musimy” – dodaje.

Przedstawiciele Betway.com spotkają się z Radosławem oraz jego narzeczoną w Londynie, gdzie przekażą im czek na $1,242,561.85. Następnie wszyscy razem będą świętować wygraną.

Ile wart jest e-hazard na Wyspach?

Brytyjska komisja ds. hazardu opublikowała rezultaty ostatniego badania e-hazardowego rynku na Wyspach. Przy tej okazji zwrócono uwagę na fakt, że wielu e-operatorów działających w Zjednoczonym Królestwie posiada licencje wydawane zagranicą.

Według przedstawionych danych brytyjskie branża e-hazardowa była warta w 2008 r. 1,4 mld dol. Żeby dostarczyć jak najbardziej zgodny z rzeczywistością informacje, komisja przedstawiła statystyki z różnych źródeł, takich jak branżowe organizacje, ministerstwo kultury, mediów i sportu czy urząd skarbowy oraz oficjalne dane przedstawiane obowiązkowo przez wszystkich licencjonowanych operatorów.

Komisja ustaliła, że brytyjska branża hazardu online miała w latach 2006/2007 obrót rzędu 133 mld dol. Dochód brutto wyniósł 15,7 mld dol., z czego 25 proc. tej sumy wygenerowała loteria państwowa.

Liczba wydanych firmom e-hazardowym licencji wzrosła natomiast z 300 do 328 w 2008 r. Komisja stwierdziła też, że “większość stron oferujących hazard brytyjskim obywatelom regulowana jest zagranicą”.

- W wielu przypadkach operator posiada wydane przez komisję zezwolenie na oferowanie zakładów, ale z przyczyn finansowych lub innych jego e-kasyno czy poker room licencjonowany jest poza Zjednoczonym Królestwem. Głównymi europejskimi ośrodkami e-hazardowymi są Alderney, Gibraltar, Wyspa Man i Malta – wymienia komisja.

Brytyjski firmy hazardowe działające w Internecie zatrudniały w 2008 r. ok. 7 800 pracowników. W zeszłym roku Brytyjczycy mieli założonych u e-operatorów ok. 16 mln kont, na których zdeponowano ponad 408 mln dol.

Premier ujawnia dokumenty ws. ustawy hazardowej

Na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zostały zamieszczone materiały na temat działań podjętych przez premiera w związku z nieprawidłowościami podczas prac nad ustawą hazardową.

Znajduje się tam m.in. notatka sporządzona przez wiceministra finansów Jacka Kapicę na temat harmonogramu procedowania nad ustawą, notatka ze spotkania w Kancelarii Premiera poświęconego ustawie, które odbyło się 26 sierpnia 2009 r., a także notatka ze spotkania premiera Tuska z szefem Centralnego Biura Antykorpupcyjnego.

Jedną z bardziej interesujących informacji jest relacja ze spotkania z dn. 26 sierpnia. Uczestniczyli w nim premier Donald Tusk, minister finansów Jacek Rostowski oraz wiceminister finansów Jacek Kapica. Przedstawiciele MF odpowiadali na pytania premiera m.in. czemu miały służyć dopłaty, dlaczego tak długo trwają prace oraz czy ktoś z osób publicznych próbował wpływać na kształt tworzonego prawa.

Minister Jecek Kapica poinformowł premiera, że wiele uwag do projektu wnosił w imieniu Ministerstwa Gospodarki Adam Szejnfeld, który zawsze wnioskował o usunięcie dopłat z projektu. MG zgłosiło również uwagę, że projekt powinien podlegać notyfikacji Komisji Europejskiej, co opóźniłoby wejście ustawy w życie o co najmniej rok.

Kapica wskazał również Zbigniewa Chlebowskiego jako zinteresowane pracami na ustawą. Miał on proponować m.in. rezygnacje z wprowadzenia dopłat na rzecz zwiększenia podatków od automatów o niskich wygranych.
Minister Kapica potwierdził także, że Ministerstwo Turystyki i Sportu pod koniec czerwca lub na początku lipca wycofało się z pomysłu dopłat, bez wcześniejszego uprzedzenia o swoich planach.

Wszystkie materiały udostępnione przez Kancelarię Premiera można znaleźć tutaj.

Hazardowi potentaci w rankingu Forbesa

Trudności, które spotkały branżę kasynową w związku z międzynarodowym kryzysem gospodarczym znalazły swoje odzwierciedlenie w nowej odsłonie listy najbogatszych Amerykanów opublikowanej właśnie przez magazyn Forbes.

Największy spadek na liście odnotował Kirk Kerkorian, prezes MGM Mirage. W opublikowanym w środę rankingu znalazł się na 97. miejscu z majątkiem wartym 3 mld dol. W zeszłym roku był na 27. miejscu , a jego fortunę wyceniano na 11,2 mld dol.

Forbes zauważył, że udziały Kerkoriana w MGM Mirage były dwa lata temu warte 11 mld dol. Dziś wartość jego udziałów wycenia się na 1,8 mld dol. Cena akcji MGM Mirage spadła bowiem o 90 proc. w porównaniu ze szczytowym momentem w październiku 2007 r. Kerkorian zaangażował się również mocno w wielki, jeszcze nieukończony projekt hazardowy w Las Vegas – CityCenter – którego budżet wynosi 8,5 mld dol.

Niższe noty w rankingu najbogatszych Amerykanów mają też w tym roku prezes Las Vegas Sands Corp. Sheldon Adelson oraz prezes Wynn Resorts Steve Wynn. Adelson uplasował się na 26. miejscu z majątkiem w wysokości 9 mld dol., podczas gdy w zeszłym roku zajmował 15 miejsce mając 15 mld dol.

- Syn kierowcy taksówki odnotował znaczny spadek wartości swojej fortuny w ciągu ostatnich dwóch lat. Cena akcji Las Vegas Sands spadła o 90 proc. w porównaniu z najwyższymi notami z 2007 r. Wielu klientów jego kasyn trzymało się z daleka od Vegas i Makau – komentuje Forbes.

Jednak kierownictwo Las Vegas Sands stara się utrzymać optymistyczne nastawienie. Dominuje przekonanie, że kiedy rynek uwierzy, że firma nie zbankrutuje, wartość jej akcji zacznie rosnąć i być może znów zbliży się do ceny 75 dolarów.

Steve Wynn, nazwany przez Forbesa “królem Las Vegas”, zajął na liście bogaczy 141. miejsce. Jego majątek szacuje się na 2,3 mld dol., podczas gdy rok temu mając 3,4 mld dol. uplasował się na 118. miejscu.

Akcje Wynn Resorts straciły na wartości 80 proc. między sierpniem 2008 a marcem 2009 r. Gracze nie kwapili się do częstego odwiedzania jaskiń hazardu w Stanach i w Azji. Wynn kosztem 2,3 mld dol. otworzył w grudniu 2008 r. hotel-kasyno Encore w Sin City, tuż obok Wynn Las Vegas Resort (budżet – 2,7 mld dol.). Prezes Wynn Resorts stwierdził już publicznie, że wolałby nie otwierać kolejnego przedsięwzięcia w czasie kryzysu gospodarczego. Wynn próbuje uniknąć zwolnień pracowników, tnie płace i godziny pracy – pisze Forbes.

Na liście najbogatszych znaleźli się również inni przedstawiciele branży hazardowej – Carl Icahn (22. miejsce, 10,5 mld dol.), Donald Trump (158. miejsce, 2 mld dol.), właściciel Treasure Island Phil Ruffin (193. miejsce, 1,85 mld dol.) oraz właściciel Silverton Ed Roski Jr. (236. miejsce, 1,5 mld dol.)

Kosek: Biznes hazardowy walczy o życie

- Ustawa jest zła i mogę to powtórzyć każdemu. Ona powinna być zmieniona. Każda kolejna nowelizacja ustawy, nic w niej nie poprawiała, a wręcz ją pogarszała – powiedział Jan Kosek w rozmowie z TVN24. Jednocześnie zapewnił, że w sprawie ustawy występował zawsze oficjalnie, w imieniu Związku Pracodawców Prowadzących Gry Liczbowe i Zakłady Wzajemne, którego jest wiceprezesem.

Z rozmowy dowiadujemy się, że Jan Kosek zna Ryszarda Sobiesiaka od kilkunastu lat, Zbigniewa Chlebowskiego zaś od dziesięciu. Zarówno z biznesmenem, jak i posłem utrzymywał kontakty na stopie prywatnej. Mirosława Drzewieckiego widział natomiast zaledwie dwa, trzy razy.

Kosek zapewnia, że nie zabiegał u polityków o zmianę zapisów w nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Po raz kolejny podkreśla jednak, że pomysł jest fatalny i może zniszczyć branżę.

- Według materiałów publikowanych przez ministra finansów corocznie rentowność kasyn w Polsce waha się na poziomie 1 do 2 proc., na 26 czy 27 działających kasyn 11 jest nierentownych. Jeśli chodzi o salony gier jest podobnie. Tylko że tam 30 proc. jest nierentownych – powiedział Kosek. – Jeżeli przy tak niskiej rentowności ktoś wpada na pomysł wprowadzenia rozwiązania, że ubędzie z rynku 10 proc. pieniędzy, no to chyba chce tą branżę zniszczyć. Innego wytłumaczenia nie ma – dodał.

Zapis całej rozmowy można przeczytać tutaj

Szef Betonsports nie przyznaje się do winy

David Carruthers, były prezes BetOnSports, wycofał swoje oświadczenie o przyznaniu się do złamania amerykańskiego restrykcyjnego prawa wobec hazardu internetowego. Miało to miejsce na kilka dni przed wydaniem wyroku.

Carruthers był szefem e-hazardowego operatora Betonsports do czasu jego aresztowania w 2006 r., kiedy zmieniał samolot w Dallas będąc w podróży z Wielkiej Brytanii na Kostarykę, siedzibę firmy. Ta sprawa przyciągnęła uwagę opinii publicznej na całym świecie i wywołała oskarżenia o zbyt daleko idące działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Szkocki biznesmen został oskarżony o łamanie amerykańskiego prawa z powodu kierowania firmą, która przyjmowała od obywateli Stanów Zjednoczonych nielegalne zakłady sportowe przez Internet.

Od połowy 2006 r. Carruthers przebywa w areszcie w jednym z hoteli w St. Louis (pod elektronicznym nadzorem) i oczekuje na proces. W kwietniu zgodził się na przyznanie do winy, w zamian za co oskarżyciel miał wnosić o 33 miesiące kary więzienia. Jednak na kilka dni przed werdyktem sądu przyznanie się do winy zostało wycofane. Kolejne posiedzenie sądu zostało zaplanowane na 14 października.

Nie są jasne powody, dla których Carruthers zdecydował się na wycofanie oświadczenia. Ani biznesmen, ani jego prawnik nie udzielają żadnych komentarzy. Kilka innych osób z managementu Betonsports, w tym założyciel firmy Gary Kaplan, przyznaje się do stawianych im zarzutów o złamanie przepisów dotyczących e-hazardu.

Rozwój sprawy zaskoczył osoby wspierające Carruthersa, które spodziewały się, że biznesmen już dziś zostanie zwolniony z aresztu. Jego prawnicy również na to liczyli i argumentowali, że ich 52-letni klient odsiedział już 33 miesiące.

Dla przeciwników amerykańskich restrykcji wobec hazardu online przypadek Carruthersa stał się ważnym punktem odniesienia w staraniach o liberalizację prawa. Kongresmen Barney Frank opisywał aresztowanie biznesmena na lotnisku jako jedno z “najbardziej stalinowskich działań” jakie widział w wykonaniu władz USA.

Amerykańskie zakazy nałożone na e-granie zostały dwa lata temu uznane przez Światową Organizację Handlu za złamanie międzynarodowych umów w sprawie handlu.

Kiedy w lipcu 2006 r. aresztowano Davida Carruthersa, nie obowiązywała jeszcze słynna ustawa UIGEA. Władze amerykańskie zatrzymały biznesmena na podstawie ustawy z lat 60. (Wire Act) zakazującej międzystanowego obstawiania przez telefon. Departament Sprawiedliwości twierdził, że zakres ustawy obejmuje również zakłady sportowe online.

Kryzys gospodarczy to wyzwanie dla hazardu

Globalne załamanie na rynku kredytów, duży spadek dochodów i cen akcji operatorów przyczyniły się do trudnej sytuacji wielu firm z branży hazardowej – czytamy w ostatnim raporcie firmy doradczej Ernst & Young.

Coroczny raport (“Reviewing the market: the 2009 global gaming bulletin”) bada trendy w branży hazardowej w ujęciu globalnym. Ernst & Young wykazuje, że pewne formy hazardu zniosły kryzys lepiej niż inne dzięki oferowaniu przez wielu operatorów innowacyjnych produktów wysokiej jakości.

- Zmniejszenie się pewności konsumenta i jego dochodów skutkowało tym, że na wielu rynkach hazardowych zaobserwowano spadek dochodów operatorów. Dodatkowo utrudnienia na rynkach kredytowych spowodowały, że duże projekty hazardowe zostały wstrzymane. Operatorzy na całym świecie uważnie przyglądają się każdemu aspektowi swojego modelu biznesowego, żeby upewnić się, że dostarczają klientom takie usługi, jakich oni oczekują – mówi Jim Bowden, senior manager w Ernst & Young.

Raport pokazuje, że hazard online rozwijał się w ostatnim czasie bardzo dobrze, a wielu operatorów bingo czy loterii rozszerzyło swoją działalność o Internet. – Hazard internetowy stał się dla ludzi formą oderwania się od rzeczywistości w trudnych czasach. Potencjalna liczba odbiorców tej rozrywki jest ogromna – może być nim każdy kto posiada dostęp do Internetu. W ostatnich latach obserwowaliśmy postępujący wzrost wartości i innowacyjności sektora hazardu online. Granie w sieci to atrakcyjna, niedroga alternatywa dla innych form rozrywki w trudnym gospodarczo okresie – wyjaśnia Bowden.

Eksperci z Ernst & Young dowodzą również, że niektóre tradycyjne kasyna ucierpiały w czasie kryzysu gospodarczego mniej niż inne. W lepszej sytuacji znalazły się generalnie rzecz biorąc lokalne kasyna, których działalność opiera się na miejscowych graczach. Większe straty zanotowały jaskinie hazardu liczące przede wszystkim na turystów, gdyż gracze tną swoje wydatki poprzez ograniczenie podróży w celu skorzystania z oferty operatorów i wybierają lokalne atrakcje hazardowe.

Niektórzy operatorzy wyszli do klientów z nową formą hazardu, która musi teraz stawić czoła recesji. W Wielkiej Brytanii bukmacherzy postawili na automaty video (FOBTs), które stały się istotną częścią ich zarobków. Wielu operatorów zakładów twierdzi, że automaty te stały się większym źródłem dochodów niż tradycyjna działalność bukmacherska.

W wyjątkowo trudnej sytuacji są operatorzy bingo. Na Wyspach gra ta straciła na popularności ze względu na wprowadzenie zakazu palenia w salonach gry.

Wielu operatorów hazardowych podjęło już działania zmierzające do wejścia na nowe, właśnie przygotowywane do otwarcia rynki. Dzięki temu firmy te będą miały korzystną pozycję do rozwoju, kiedy skończy się kryzys – czytamy w raporcie.


kalkulator kredytowy doitwithswag.info wyposażenie sklepów apartamenty swinoujscie zgrzewarki